Boomer - 9-latka prawdę Ci powie!
Nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek powiem o sobie, że jestem boomerem, bo metrykalnie, zwykły ze mnie millenials. Latka lecą, niby podążasz za trendami, fejsik, Insta, Tiktok, Netflix, maczek – coco jumbo i do przodu. Gdzie nie spojrzysz jakaś apka, masz wrażenie, że bierzesz udział w wyścigu zbrojeń na punkty, doładowania, rabaty, promki i inne marketingowe cuda. Wiem co to viral, shadowban czy storytelling, chyba nie jest ze mną aż tak źle! W sumie to chyba jest spoczi! Tak mi się przynajmniej wydawało, do czasu celebrowania 9-tych urodzin mojej córki.
Nic nie zapowiadało wstrząsu, jakiego wkrótce miałem doznać.
Postanowiliśmy zorganizować domówkę. Przygotowaliśmy arsenał w postaci słodkości i kreatywnych zabaw, przystroiliśmy salon i mentalnie uzbroiliśmy się na prywatkę w dziecięcym wykonaniu. Wreszcie zegarek wskazał godzinę 16:00 i pierwsi goście przekroczyli próg naszego domu. Do 16:30 był już komplet, więc impreza wystartowała. Na początku wyprawa na „górę” do pokoju solenizantki i tak góra – dół, góra – dół, poziom decybeli rósł wprost proporcjonalnie do poziomu cukru we krwi. Nasi mali goście, a wraz z nimi nasze pociechy rozpoczęły proces przemiany, z małych, miłych i „ułożonych” Gremlisów w bezlitosne Crittersy (każdy szanujący się boomer zna te klasyki filmowe).
No i zaczęło się! Podbiegają do mnie i chwytają za mój 40-cm warkocz!
- Panie Warkoczyk – która Mariola zrobiła Ci te włosy?
- Słucham?
- No, która?
Nadal w ciężkim szoku wymieniam spojrzenie z moją małżonką, ale czuję na sobie ciekawskie świdrujące spojrzenia zgrai 9-latek. Odbijam piłeczkę i wskazuję na Olgę i z dumą odpowiadam:
- Ta Mariola to zrobiła!
Nie robi to wrażenia! Ogień kierują w jej stronę.
- A dlaczego nie macie w domu szminki?
- Bo nie używam i nie maluję się na co dzień!
- Ja mogę się malować, mam swoje kosmetyki i szminki też.
Nie czekały na kontrę i pobiegły do salonu.
Teraz będą tańczyć! Oczywiście Tata zadbał o dobrą nutę, głośnik sparowany przez bluetooth z Iphonem odpalił Farben Lehre – „Kwiaty”. Wszystko szło nieźle do drugiej zwrotki, zaraz po refrenie. Mali goście wpadają do kuchni, z krzykiem na ustach!
- Wyłącz to!!!
- Dobra, dobra spokojnie dziewczyny, fajny kawałek!
- Wyłącz to, bo wskoczę Ci na plecy i mnie nie zdejmiesz!
Zamurowało mnie, parsknąłem śmiechem i szperam szybko coś w Apple Music. Nagle bum! Wyrywają mi telefon i biegną do salonu!
Bez paniki, młoda wie, jak to ogarnąć, ale słyszę odgłosy kłótni, wkoło same młode Dj-ki, każda z inną koncepcją na cudowny kawałek. Nagle słyszę:
- Michael Jackson! Michael Jackson!
Znają Majkela!? Niesamowite, spodziewałem się jakichś kolejnych rewelacji w stylu viralowego „Bloody Marry” Lady Gagi z serialu „Wednesday” – co i tak niebawem nastąpiło .
Dobra, myślę Majkel, ok – nie będą wiedziały, jak to wpisać, biegnę do salonu, przepycham się do tej, które dzierży mój telefon i mówię:
- Daj wpiszę Wam tego Majkela.
Wszystkie oczy na mnie, jakby czas się zatrzymał i zapadła cisza! (BOOOMER! Patrz i się ucz!
- Asystent google! YouTube! Majkel Jackson!
Moment, w którym palec tej małej Dj-ki wędrował w stronę ekranu, żeby kliknąć wygenerowany link do YouTuba z kawałkiem Majkela „Beat It”, był moim Waterloo. Poczułem się jak Tom, który właśnie dostał patelnią od Jerry-ego. 9-latki, w moim wyobrażeniu miały być grzecznymi dziewczynkami, dla których urządzenia i nowe technologie to rzeczy jeszcze nieosiągalne ze względu choćby na wiek. To ja miałem być tym zdigitalizowanym, doświadczonym, tym który czuwa i wie najlepiej. Tymczasem, patrzyłem na gromadę z pokolenia alfa, doskonale wykorzystującą nowoczesne narzędzia i ich funkcje, baaaaa jakby to było coś naturalnego, podczas gdy ja stukam palcami w ekran i szukam emotek.
Tunel czasoprzestrzenny niczym w „Star Trek” otworzył się ponownie i wróciłem do salonu, uśmiechnąłem się, poniekąd zaskoczony całą sytuację i wyszedłem do kuchni. Usiadłem przy stole i przez chwilę siedziałem z tym głupkowatym uśmiechem patrząc się w okno, bo właśnie docierało do mnie, że to moje pokolenie widziało pierwsze ogólnodostępne pecety, pierwszy Windows, pierwsze gry na automatach, nowe technologie, i że dorastaliśmy w tym, dokładnie tak samo jak oni z social mediami i smartfonami. Poczułem się jak moi rodzice, gdy kręciłem śrubokrętem w głowicy „magnetofonu” od Commodore 64, żeby gra „się wgrała”. Zapewne byli niemniej zaskoczeni niż ja w tej chwili.
Życie! Otrząsam się z tego uczucia, gdy do kuchni wchodzi Olga. Dzielę się z nią moją obserwacją. Widzę jak szeroki uśmiech pojawia się na jej twarzy:
- Tata ty jesteś Boomer!
Oooo tak, trzeba przyznać, że lepiej bym tego nie określił! Moje refleksje przerywa mój starszy synek, który otwiera drzwi i zadaje pytanie:
- Kiedy tort?!
- Spokojnie, tata zamówił pizzę, tort będzie później
Drzwi trzasnęły ponownie, a w salonie rozległ się krzyk 5 latka!
- Ej, dziewczyny wiecie co zaraz wjedzie? Wiecie?
- No co wjedzie?
- Pizza!
Piski i krzyki radości z ochami i echami jak w kinie, gdy gaśnie światło! Po czym młody rozpoczyna skandowanie!
- Pizza! Pizza! Pizza!
Po chwili cały salon eksploduje z rytmicznym „pizza” na ustach! Flashback! Oczami wyobraźni zobaczyłem studentów rodem z amerykańskich filmów, gdy na imprezę wjeżdżają beczki browara i za chwilę rozpocznie się picie przez rurkę . Wiecie – „browar, browar, browar, browar!”. Będzie się działo za paręnaście lat. Oczywiście w kuchni znów parsknęliśmy śmiechem.
Pizza zjedzona, ferajna świetnie się bawi, bieganina góra-dół, zabawy w szkołę (o ironio ), malowanie twarzy. Wreszcie wymarzony tort. „Sto Lat” odśpiewane, świeczki zdmuchnięte, bąbelki bezalkoholowe rozlane do kieliszków. Buziaczki, całuski, „Zosiu wszystkiego najlepszego”, kieliszki stukają z taką gracją, jakby to była setna impreza, a maniery nienaganne jak na czerwonym dywanie Festiwalu w Cannes.
Kroimy tort! Nóż miękko wtapia się w słodką masę, sam nie mogę się doczekać aż spróbuję. Zwyczajnie wiem co mnie czeka – nieoczywisty smak ręcznie robionego tortu mojej żony, kto nie jadł niech żałuje!
Nagle słyszę:
- ja dziękuję, jak patrzę na te wszystkie słodycze to, aż mnie głowa boli!
Wstaję z kanapy, podchodzę do stołu i próbuję sprytnie namówić osobnika na konsumpcję! Wypalam śmiało:
- a ja chętnie zjem kawałek!
Dumny ze swojego tatowego podstępnego zagrania chwytam za talerzyk!
- No! Pan to wygląda jakby mógł zjeść cały ten tort!
BOOM!!!
Nie pamiętam już, kiedy i z której strony nadszedł ten prawy prosty, ale jego skuteczność powaliła mnie błyskawicznie, stałem, a właściwie mentalnie leżałem cały w szoku przez parę sekund! Dla tych, którzy mnie nie znają dodam, że lubię zjeść co widać na pierwszy rzut oka! W każdej wymianie ciosów skrócenie dystansu jest skutecznym unikiem, jednak w tym przypadku owe skrócenie dystansu zadało mi decydujący cios. Riposta świetna, ale tak naprawdę ta bezpośredniość, ten brak krępacji zrobił robotę! Jak każdy po nokaucie, niewiele pamiętam poza jego efektem. Boomer! Siadaj i nie świruj! Idź do kuchni, zrób sobie kawę, my to ogarniemy! No tak, bo miejsce Boomera jest w kuchni , szedłem tam śmiejąc się w środku i w sumie byłem dumny z tych dzieciaków, a może trochę im zazdrościłem tej śmiałości, bezczelności i polotu! Młode Alfa w akcji!
Na szczęście do końca wieczoru kontrolowałem sytuację. Impreza się udała, a nawet na prośbę, co ja gadam, na żądanie gości została przedłużona o godzinę. W sumie miało to charakter zbiorowego wymuszenia. Rozpoczęły się telefony do rodziców z błaganiami, żądaniami, groźbami a nawet pomysłami nocowania. Na szczęście, nasza grupa rodziców na Messengerze zadziałała i uzgodniliśmy, że nie mamy z tym problemu. Zegar wybił 8 uderzeń, goście pożegnali się czule, jak na czerwony dywan przystało i każdy udał się w swoją stronę! Pełen sukces, podobało się, każdy był zadowolony!
Wspólnie posprzątaliśmy pobojowisko. Tryb dzienny naszej rodziny właśnie się kończył, choć ten dzień nie należał do zwyczajnych, gdy reszta domowników smacznie zasypiała w swoich łóżkach, ja leżałem i myślami byłem z boomerami!
Dlaczego dzielę się z Wami moją przygodą? Co jest w niej takiego szczególnego? Innymi słowy - do czego zmierzasz gościu?!
Nie wiem, czy będzie to coś odkrywczego, ale każdy ma swoje obszary, do których mógłby odnieść swój boomeryzm, czy może boomeranizm, a nawet boomeranckość! Dla jednych będzie to określenie pejoratywne, dla mnie z pewnością in plus. Osobiście, uważam, że starcia Milenialsów, Zetów, X-ów, czy Alfa z Boomerami, można przenieść na poziom zawodowy, a nawet rynkowy. Funkcjonujemy wzajemnie w tej przestrzeni i rywalizujemy o klientów i pracowników. Na poziomie rynkowym mamy styczność zarówno z Boomerami jaki i z Alfa.
Czy możemy istnieć bez siebie? Czego Alfa może nauczyć się od Boomera? Czy Boomer może inspirować się Alfą? Oczywiście, że tak! W „młodych firmach” - poziom cyfryzacji, pracy nad rozwojem pracowników, inwestowanie w ich kompetencje to klucz do sukcesu. Podczas, gdy „starzy gracze” posiadają tradycję, credo, kulturę organizacji i potrzebne doświadczenie do osiągnięcia sukcesu.
Mógłbym obrazić się na tą zgraję 9-latków, trzasnąć drzwiami, nie odzywać się, siedzieć w kącie jak gbur i do końca życia już nie lubić koleżanek mojej córki. Nie w tym rzecz! Bommer musi być otwarty, musi zazdrościć w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Powinien uczyć się odwagi, może też bezczelności i braku dystansu od młodych Alfa, ale też pełnić dla nich rolę mentora i wskazać dobry kierunek i uczyć szacunku do tradycji, do biznesu z krwi i kości.
Alfa to dla Boomera klucz do wyjścia ze strefy komfortu. Organizacja jest jak jeden organizm, jeśli chcesz być lepszy, bardziej sprawny, budować mental, budować markę, musisz wyjść ze strefy komfortu! Wiem, wiem, to oklepane, ale nie ma lepszego sedna wspólnej egzystencji w tym pędzącym jak Struś Pędziwiatr świecie!
A więc, jak to jest Bommer? Czas równać do Alfy?
KONIEC

Komentarze
Prześlij komentarz